„Je suis Charlie” jako znak towarowy?

Zamach na redakcję czasopisma “Charlie Hebdo” wywołał niezwykły odzew społeczny. Wstrząśnięci publicyści, politycy, aktorzy i zwykli obywatele używali hasła „Je suis Charlie”, żeby wyrazić solidarność z ofiarami ataku a także sprzeciw wobec przemocy i terroru. Biały napis na czarnym tle szybko stał się symbolem.

Od zarania dziejów żyłka przedsiębiorczości kusi ludzi, by szukali zysku nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach. Tym razem polem do popisu stała się ochrona własności intelektualnej. Już w jeden dzień po ataku terrorystów pewien przedsiębiorczy Belg złożył w Urzędzie ds. Własności Intelektualnej Beneluksu wniosek o rejestrację znaku towarowego "Je suis Charlie". Wniosek dotyczy klas towarowych obejmujących m.in. odzież i artykuły papiernicze. Jak donosi portal www.managingip.com Belg wycofał wniosek po gwałtownej reakcji użytkowników mediów społecznościowych.


W samej Francji od dnia zamachu wpłynęło aż 50 wniosków o ochronę wyrażenia "Je suis Charlie" jako znaku towarowego. Francuski Urząd Patentowy (INPI), odrzucił je bez zbędnego patosu, stwierdzając, że to krótkie zdanie nie posiada zdolności odróżniającej, która jest jednym z kryteriów niezbędnych do udzielenia ochrony.
Pojawiające się w różnych krajach wnioski o zarejestrowanie słynnej frazy skłoniły Europejski Urząd ds. Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) do wystosowania oświadczenia, co samo w sobie jest niezwykłe, gdyż z zasady Urząd ten nie komentuje indywidualnych wniosków o rejestrację znaków towarowych czy wzorów przemysłowych.

W swoim oświadczeniu OHIM wyjaśnia, że do wypowiedzi skłoniła go wyjątkowość przypadku „Je suis Charlie” i ogromne społeczne zainteresowanie wokół tej sprawy. Co do samej rejestracji natomiast, Urząd zwraca uwagę, że mając na uwadze „Wytyczne dotyczące badania wspólnotowych znaków towarowych (Część B, sekcja 4)” oraz w świetle przepisów art. 7 (1)(f) Rozporządzenia Rady (WE) nr 207/2009 w sprawie wspólnotowego znaku towarowego, wniosek o zarejestrowanie znaku towarowego zawierającego lub składającego się z frazy „Je suis Charlie” prawdopodobnie spotkałby się z odmową rejestracji z uwagi na to, że rejestracja takiego znaku byłaby sprzeczna z porządkiem publicznym lub z dobrymi obyczajami, a także, zgodnie z art. 7 (1)(b) wspomnianego Rozporządzenia, taki znak towarowy pozbawiony byłby zdolności odróżniającej.

Jest to wyraźny sygnał dla próbujących wykorzystać hasło ściśle związane z wydarzeniami w Paryżu. Jest wysoce prawdopodobne, że próby rejestracji znaków towarowych zawierających „Je suis Charlie” zakończą się fiaskiem i stratą finansową, gdyż złożenie wniosku kosztuje. Co więcej, jak pokazuje przypadek belgijski, mogą spowodować silne reakcje społeczne a warto pamiętać, że dane wnioskodawców są ujawniane w publicznych bazach.

Rolą znaku towarowego jest wskazywanie pochodzenia towarów, pozwalające na odróżnienie obecnych na rynku produktów takich samych lub podobnych pochodzących od różnych podmiotów. Rejestracja oznaczenia, które nie będzie pełniło tej funkcji, jest pozbawiona sensu, nie tylko z punktu widzenia biznesowego ale także społecznego. Oznaczenie „Je suis Charlie” jednoznacznie wiąże się z zamachem na redakcję „Charlie Hebdo”. Warto zastanowić się, czy opatrzenie towarów znakiem zawierającym taki element słowny zwiększy ich atrakcyjność i spełni funkcję reklamową? A jeśli tak, to kto ma prawo czerpać z tego korzyści?

W tym kontekście stanowisko Urzędu stwierdzające, że rejestracja oznaczenia „Je suis Charlie” byłaby sprzeczna z porządkiem publicznym wydaje się słuszne. Próby monopolizacji (prawo ochronne na znak towarowy daje uprawnionemu monopol na jego eksploatację na rynku w odniesieniu do towarów, dla których udzielana jest taka ochrona) oznaczenia związanego z tragicznymi wydarzeniami, jakie miały miejsce w Paryżu a które kojarzą się z ochroną wartości i swobód stanowiących podstawy porządku europejskiego są nieakceptowalne.

Wspomnę jeszcze, że sprawa „Je suis Charlie” to nie pierwszy przypadek próby skorzystania na nośnym społecznie sloganie. Pod koniec ubiegłego roku w USA usiłowano zarejestrować frazę "I can't breathe", czyli domniemane ostatnie słowa czarnoskórego Erica Garnera, który zginął w wyniku incydentu z udziałem policji w lipcu 2014 r. w Nowym Yorku.
Trwa ładowanie komentarzy...